niedziela, 13 listopada 2016

Reaktywacja?

Generalnie przydałoby się coś jednak tutaj powrzucać. Od dłuższego czasu sporo artykułów mi zalega na dysku, opowiadania się zaczęły tworzyć i generalnie można przecież zacząć spisywać całę życie na blogosferze.
Także... enjoy the show!

sobota, 9 stycznia 2016

30DayOTP - Trzymanie się za ręce.

Ruszam z małym wyzwaniem - 30 dni z moim ukochanym pairingiem. A na tapetę wzięłam Nędzników, tylko troszkę ich teleportowałam w czasie.
Enjoy!

piątek, 1 stycznia 2016

2015/2016

     Może i troszkę to podsumowanie spóźnione, ale wczoraj ani czasu nie było na to, ani chęci. Stwierdzam, że znajomym tablicy moimi podziękowaniami zaśmiecać nie będę, a i pewne osoby pewnych faktów przeczytać nie powinny.
2015 był... ciekawy. Zaczynając od tego, że rozpoczął się jeszcze większym zarywaniem nocek przez sprawdziany i przygotowania do matury (względnie popijawy ze znajomymi) i tym samym większym nieogarnięciem życiowym. Albo rybki, albo akwarium - na coś postawić trzeba było. Więc usiadłam nad tą maturą, wkuwaniem zadań matematycznych i poznawaniem czasów angielskich, które w normalnym życiu na nic mi się nie zdadzą. Jednak na maturze się zdały i to bardzo, bo w końcu z całkiem dobrym miejscem się na ten uniwersytet dostałam.
Wiem jednak, że na pewno nie udałoby mi się to w równym stopniu, gdyby nie mój cudowny korepetytor z angielskiego, który w dwa miesiące zdołał mi coś z tego rozszerzenia wpoić i to aż na 60 procent! ;)
Ogółem te kilka miesięcy było całkiem stresujących, z ciągle trzęsącymi się dłońmi, powiększającymi się stosami notatek, które wtedy porozrzucane po wszelkich kątach pokoju, teraz leżą ładnie posegregowane w teczkach i nasilającymi się atakami paniki. I wiem, że nie zdołałabym tego wszystkiego ogarnąć, gdyby nie pewne osoby w moim życiu. Ludzie, z których obok została tylko jedna osoba, jednak wierzę, że to nie było przypadkowe, że akurat na tym etapie mojego życia mi towarzyszyli i wspierali. I pomimo tego, że niektóre z tych sytuacji, wspominane teraz po zbyt dużej dawce alkoholu, niosą ból i lekkie zwątpienie, to nie żałuję. Po raz pierwszy mogę z czystym sercem powiedzieć, że nie żałuję. Że się starałam na tyle, na ile mogłam, a widocznie tak to się wszystko miała poukładać.
     Kiedy stres maturalny minął, przyszły najdłuższe wakacje życia, które spędziłam w kinie. Cały czas - oglądając filmy, gadając z ludźmi, kłócąc się z "moim" operatorem i robiąc popcorn. Może nie zwiedziłam kawałka świata i siedziałam cały czas w jednym miejscu, jednak było warto, bo poznałam bliżej zupełnie inny świat. Ten, do którego tak często uciekałam i w którym zostawić chciałam wszelkie moje troski i aktualne kłopoty. Świat filmu i wszelkich jego odłamów. I to były najpiękniejsze wakacje życia, które dały mi wiele nowych znajomości, które utrzymuję dziś i jestem z nich mega zadowolona. Bo odnalazłam ludzi z pasją i wielką charyzmą. Którzy nie boją się mówić co myślą i nie przejmują się opinią innych ludzi, których mija się codziennie na ulicy. Są takim promyczkiem szczęścia w tym szarym życiu.
     I wreszcie zaczęty w październiku okres studiów. Nowi ludzie, wiele nowych wyzwań i inspiracji i nabycie umiejętności przeżycia za 3 złote z groszami przez dwa tygodnie. (Tak, da się tego dokonać xD) Lubię poznawać nowych ludzi, a poznałam ich wielu przez te ostatnie miesiące i są to osoby, o których nawet nie śniłam. Szczere, optymistyczne, otwarte. I mające chęć działania, o którą teraz trudno.
Dlatego dziękuje im wszystkim i każdemu z osobna. Nie wymieniam nazwisk - myślę, że nie jest to konieczne, bo każdy zainteresowany słówko o sobie w tym wywodzie odnajdzie.
Jedyne "nazwisko", które wymienić pragnę, to... Silver. Który zaczarował mnie swoją prozą, wielbię go nad życie i został moim guru. I tak, robiłam ten krok w nowe życie w 2016 roku. A raczej - w stare życie z nowymi wyzwaniami i projektami!
I Wam też życzę samych dobrych ludzi, zero postanowień noworocznych, bo to pic na wodę jest i duuużo kreatywności i wyobraźni. Bo z tymi ostatnimi to to wszystko szare wokół nabiera wielu barw, które długo ciągną się za nami i wyciągają swoje macki w stronę innych ludzi.
Wszystkiego dobrego!

środa, 30 grudnia 2015

214 faktów o...

Faktów o mnie. Bo wypadałoby się przedstawić tak do końca, a to jest świetny sposób!
Zaczerpnięty z bloga Pierre i Raimundo, którego autor jest najcudowniejszym człowiekiem na Ziemi i polecam z całego serduszka Jego cudeńka! :3
Nie przedłużam i szalonego Sylwestra życzę :D
A niedługo zapewne wyląduje tu spóźnione świątecze coś... wypatrujcie!

wtorek, 15 grudnia 2015

Jesteś wartościowy!

     Miałam iść spać. I ponownie na samym miałam się skończyło. Dlaczego? Bo przypomniała mi się ostatnia sytuacja z imprezy. Ogółem nie jestem ekstrawertykiem. Przynajmniej w ostatnim okresie mojego życia, niemniej jednak czasami brakuje kogoś obok. Tak po prostu, żeby pogadać, móc się wyżalić, czy nawet odczuć akceptację i wsparcie. Bez względu na wszystko. I ostatnio tego w pewnym stopniu doświadczyłam. A doszło to do mnie dziś.
Nie wiem dlaczego, czemu nie stało się to wczoraj, czy za tydzień, ale uderzyło mnie to, że mężczyzna, którego widziałam drugi raz na oczy (choć nie zaprzeczę, było to miłe spotkanie) potrafił podejść do mnie jak do człowieka i zapytać, może i niektórym wydałoby się to nieco nachalne, kto mi wpadł w oko na imprezie. To podejdziemy(tak my, odzywa się mój introwertyzm), zagadamy i może coś z tego będzie. Bo po co mam rozpamiętywać starą miłość? Trzeba ruszyć do przodu, choć to wydaje się trudne.
     Nigdy nie usłyszałam czegoś takiego nawet od "przyjaciółek na zawsze". A tutaj, w sumie obcy człowiek, wyciąga do mnie rękę. W specyficzny sposób, niemniej jednak wyciąga ją i uświadamia, że tak, mam jakąś wartość. I jest ona na tyle duża, że ktoś to docenia.
Może i brzmię egoistycznie, ale tutaj, po tym przydługim wstępie, chcę przejść do meritum.
Jesteś wartościowy! 
Kimkolwiek jesteś, skąd pochodzisz i jakiego jesteś wyznania. Twoja wartość jest ponad specyficzny gust muzyczny, to, czy lubisz kino niszowe, czy drogą komercję, a może jednak nie rozumiesz sztuki współczesnej i wolisz oglądać średniowieczne malowidła kościelne?
Okazuje się, że żyjemy w chorych czasach, w których marka ubrań, rodzaj słuchanej muzyki, czy to, jak zrobisz makijaż wyznacza wartość człowieka. To, czy jest on godny pomocy, wyciągnięcia ręki, nawet zwykłej konwersacji. I sztuką jest, pomimo otaczającej nas zewsząd nagonki na spełnianie pewnych standardów, zachowanie swojego ja.
Długo nie wierzyłam w to, że tak można. Ponieważ najtwardsza osoba po pewnym czasie będzie miała dość. Zwyczajnie zmęczy ją brak akceptacji, niewystarczające sprostanie normom, które tak naprawdę normami nie są. Bo jak można określić normę? Nie da się zrobić tego tak po prostu, dla każdego człowieka jest ona inna. I dla Ciebie, tak Ciebie, który to czytasz i może zastanawiasz się, czy na pewno późna pora sprzyja mojemu sklecaniu zdań, najlepszymi normami są te, które unormują Twoje przekonania i poglądy. Nie oczekiwania ludzi i świata. Tylko to, co masz w środku.
     I wszystkim Wam i każdemu z osobna życzę tego, żebyście spotkali kiedyś taką osobę, jaką i ja spotkałam. Która jednym prostym zdaniem pomogła zrozumieć coś istotnego.
To, że każdy z nas jest wartościowy i każdy zasługuje na szansę. W każdej dziedzinie życia.

Miłej nocy, pyszczki!

Thilbo

Jako, że za tydzień będe juz w moim kochanym domku po dwóch miesiącach, a i jarmark od dawna trwa to zacznijmy już w świątecznym klimacie :3 Tak na rozgrzewkę coś, czego mi po trzech latach chodzenia przed świętami do kina brakuje - Hobbit.
Enjoy miśki!