sobota, 9 stycznia 2016

30DayOTP - Trzymanie się za ręce.

Ruszam z małym wyzwaniem - 30 dni z moim ukochanym pairingiem. A na tapetę wzięłam Nędzników, tylko troszkę ich teleportowałam w czasie.
Enjoy!
Dzień 1: Trzymanie się za ręce.



Spod wpół przymkniętych powiek obserwował blondyna, siedzącego po drugiej stronie kawiarni. Młodzieniec pochylał się nad kartką papieru, skrobiąc po niej zawzięcie piórem. Zapewne kolejny list, petycję. On nigdy nie odpuszczał. Nie mógł przegapić żadnej szansy na wywalczenie dobra dla ludzkości. Grantaire uniósł do góry butelkę, w niemym toaście, którego świadkiem były tylko rozedrgane płomienie świec, oświetlające mrok panujący w pomieszczeniu. Nie chciał znów tutaj przychodzić. Patrzeć na niego i myśleć, że znowu wrócą osobno, ponownie nie wymienią ani jednego słowa na dobranoc. Czy to tak niewiele? Czy chęć zwykłej konwersacji była już zakazana? Dla niego – najwidoczniej tak. Od samego początku, kiedy specyficzne wtargnięcie tego człowieka w przestrzeń życiową Grantaire'a zachwiało długo budowany porządek świata. W jego własnym mieszkaniu narzuca się mu zasady.
Potrząsnął głową, wlewając w siebie kolejną porcję alkoholu. Tak, tego też mu zabraniał. Nic mu nie było wolno, bo raziło to piękne oczy jego współlokatora. Osunął się niżej na fotelu i zmrużył oczy. Płomienie świec rozmazały się, a na miejscu Enjolrasa znajdowała się jedynie złoto-czerwona plama. Dlaczego? Dlaczego on tutaj dziś przyszedł? Kolejny raz za nim, kolejny raz chowając się w zaciemnionym kącie, aby blondyn go nie zauważył. Po to tylko, aby ponownie nie wysyczał swoim głosem, jakim jest zerem, upijając się samotnie w kolejnej już kawiarni. Tak... chodził za nim do każdej. Zakładał, że żaden zapijaczony i biedny artysta nie zna tylu miejsc w Paryżu, które nie zasługują na miano speluny, co on. A wszystko dzięki... Dzięki? Chyba bardziej na miejscu byłoby powiedzieć, że przez. To wszystko przez Enjolrasa! Całe jego życie... kilka ostatnich miesięcy było...

Poderwał głowę do góry, kiedy zauważył, że obiekt jego zainteresowania składa swoje dzieło i ostrożnie wkłada je do koperty. Z namaszczeniem wręcz, muskając delikatnie palcami brzeg kartki. Chciał, aby te ręce... Dziewczyna? Czy pisał do ukochanej? Możliwe, żeby te wszystkie słowa, które przelał na parę stron skierowane były do jakiejś ślicznej kobiety, czekającej z utęsknieniem na posłańca?
Grantaire odstawił z hukiem butelkę i lekko chwiejnym krokiem ruszył za mężczyzną, który już znajdował się na ulicy. Zmrużył oczy pod wpływem światła z latarni, które zalewało ulicę, odbierając nocnemu krajobrazowi nutkę tajemniczości.
- Apollo! - krzyk wydarł się z jego gardła mimowolnie. A może i chciał tego... Chciał? Pragnął! Chwilowej uwagi, tego...
Enjolras odwrócił się zszokowany, jednak zaraz na jego twarzy pojawiło się marsowe oblicze.
- Co ty tu robisz? - Zmarszczył brwi, przystając pod jednym z szyldów ozdabiających ulicę. Wyglądał...
'Taire na moment zatracił się w tym widoku. Idealnego, tak bardzo...
- Grantaire?!
- Chciałem tylko... - zawahał się, robiąc kilka niepewnych kroków w jego stronę. Na jak wiele mógł się odważyć? - Wrócić z tobą do domu.
Widział, jak ten drgnął na te słowa, odrzucając do tyłu poły czerwonego płaszcza i wkładając ręce do kieszeni, aby zamaskować ich drżenie. Doskonale wiedział, że jego Apollo zawsze tak robi. Nie okazuje słabości, a nerwy ewidentnie nią były.
- Mieszkania – odparł cicho, odwracając się do niego plecami.
'Taire podszedł do niego i razem ruszyli w dół ulicy. Bez słowa. Dlaczego on nic nie mówi, przecież... Czy nie mógłby być jak zwyczajny człowiek?
- Apo...
- Nie nazywaj mnie tak! Mówiłem. Po prostu chodź.
Wbił wzrok w chodnik i nadal bez słowa kontynuował spacer.
Kiedy dotarli pod drzwi, Grantaire wyciągnął klucze, usilnie starając się trafić nimi do zamka. Alkohol mu nie pomagał.
- Daj to.
Cichy szept rozległ się tuż przy jego uchu, a jego dłoń objęły ciepłe palce. Ciszę w kamienicy rozdarł brzdęk upuszczonych kluczy.
Chciał...
Niepewnie splótł ich palce razem. Widział szeroko otwarte oczy Enjolrasa, wpatrującego się w niego w szoku. Czuł lekko drżące mięśnie dłoni. Niepewny...
- Apollo.
Przyspieszony oddech na jego szyi. Zimno owiewające jego rękę. Odgłos przekręcanego klucza w zamku.
Tak. To wszystko go rozdzierało.

1 komentarz:

  1. Ekscytujące :P zastanawiam się co będzie dalej ^^ Czekamy na więcej i bardziej regularnie :P

    OdpowiedzUsuń