wtorek, 24 listopada 2015

Sensualna podróż po wyobraźni Ozona - Nowa dziewczyna.

Zacznijmy od recenzji - dla mnie kino typowe, ukochane i często oglądane. No i Duris - moja perełka kina francuskiego, w którym się mocno kocham, a w tym filmie pobił samego siebie. A do tego wszystkiego cudowny Ozon, który nadal szokuje i zaskakuje swoich widzów.
Miłego!
______________________

     Ozon jaki jest – każdy widzi. A przynajmniej ogląda, jeżeli choć trochę zainteresowało go kino niszowe, bo tego reżysera z pewnością nie można zaliczyć do twórców dzieł komercyjnych. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że podniosłyby się głosy, że przecież jego produkcje są znane na całym świecie, a on sam zalicza się do czołówki najbardziej rozpoznawalnych reżyserów kina francuskiego. Zgodzę się, naturalnie, jednak ośmielam się powiedzieć, że, tak samo jak i w swoich filmach, tak i w ich rozsławianiu Ozon balansuje zgrabnie na granicy wielkiej niszy i zaczątków komercji. Ale o tym, w odniesieniu do jego najnowszego dzieła, jeszcze później.
Nowa dziewczyna już z racji swojej tematyki wzbudziła niemałe poruszenie. Przynajmniej w Polsce, ze strony tych widzów, którzy przyjemność, lub nie, bo to zależy od odbioru osobistego, mieli zobaczyć ten film na dużym ekranie. Ale wiadomo – Polski nie zmienimy przez zagraniczne produkcje filmowe, a tym bardziej o tematyce mocno kontrowersyjnej, jaką porusza najnowsze dzieło Ozona. Być może stopniowo by się udało, ale nie tym obrazem. Szczególnie teraz, kiedy temat jest „gorący”, a zdania w kraju mocno podzielone.

     Francoise Ozon już w pierwszej scenie filmu zaczyna zabawę z widzem. Przeżyłam niemały szok, kiedy panna młoda, która wybiera się na ceremonię ślubną ląduje... w trumnie. Specyficzny sposób na rozpoczęcie fabuły, ale znając twórczość Ozona jakoś zdołałam przejść nad tym do porządku dziennego. Jednak z każdą minutą filmu reżyser wciąga widzów coraz bardziej w swój osobisty świat, w którym z lubością miesza konwencję i pokazuje problem współczesny w niecodziennej odsłonie.
A fabuła zapowiada się dość banalnie. Po śmierci przyjaciółki, Claire przysięga sobie, że zajmie się jej maleńką córką oraz wesprze męża po tej tragedii. Jednak kiedy tylko przychodzi do ich domu przeżywa szok. Odkrywając głęboko skrywany sekret Davida, męża jej przyjaciółki, będzie musiała się otworzyć i spróbować zwalczyć stereotypy, którymi zapewne się kierowała. A widz razem z nią. Bądźmy szczerzy – temat transseksualizmu nie przewija się zbyt często w regularnym repertuarze kin polskich. Jednak u Ozona nie jest niczym aż tak spektakularnym.
Dlaczego? Bo reżyser z wielką precyzją, a zarówno przyjemnością, tworzy w swoich dziełach filmowych portrety kobiet. Kobiet odmiennych, zmysłowych i często zagubionych. Potrafi stworzyć bezbłędny portret psychologiczny kobiety, ukazać jej intymność i wszelkie aspekty życia w sposób sensualny i delikatny. Co, patrząc na biografię twórcy, nie dziwi zbytnio. Francoise Ozon jest bowiem jawnym homoseksualistą, a tematy społeczności queer w większym, bądź mniejszym stopniu obecne są w wielu jego filmach.
Tutaj Ozon ponownie bawi się konwencjami i nie można z całą pewnością stwierdzić, że Nowa dziewczyna zalicza się do jednego gatunku filmowego. Film wywodzący się z kryminalnej noweli zawiera w sobie zarówno tajemniczy klimat pierwowzoru, jak i elementy dramatu, czy sceny rodem z komedii romantycznych. Zresztą czego innego można by się spodziewać po obsadzeniu w roli głównego bohatera Romaina Durisa – znanego amanta i łamacza serc niewieścich? Tym samym dzieło zyskuje niepowtarzalny klimat, który idealnie wpisuje się w kanon „ozonowski”. To mieszanie konwencji, balansowanie pomiędzy kiczem, a powagą i niemożność stwierdzenia, czy film już jest niszą, czy może jednak spełnia kryteria komercji i dopuszczenia do seansów nie tylko w kinach studyjnych, jest klasycznym przykładem twórczości tego reżysera.

     Nowa dziewczyna to teatr dwóch aktorów – Durisa i Demoustier, odgrywającą Claire. Ten duet aktorski spisał się doskonale i z chęcią zobaczyłabym ich jeszcze nie raz i nie dwa przy wspólnej produkcji. Potrafili stworzyć idealne sceny napięcia pomiędzy bohaterami, ale także oddać ich wątpliwości, chwile zawahania, czy trud przy ukrywaniu tajemnicy Davida.
Na szczególną uwagę jednak zasługuje kreacja naczelnego podrywacza kina francuskiego – Durisa. Znany zapewne wszystkim z filmów takich jak Heartbreaker. Licencja na uwodzenie(2010), czy Smak życia(2002) dostał już łatkę amanta i uwodziciela. Jednak w tym filmie, choć nie pozbywa się jej całkowicie, to na pewno robi coś innowacyjnego. Ciekawym doświadczeniem było przyglądać się, jak wkłada damskie ciuszki i wyrusza na podbój galerii handlowej z przyjaciółką zmarłej żony. Swoją kreacją stworzył postać z widocznie zarysowanym charakterem, a przede wszystkim nie bał się podjąć wyzwania, jakie ta rola ze sobą niosła. Bo przyznać trzeba, że zadanie dostał niełatwe, ponieważ potrzeba wielkiego samozaparcia i umiejętności aktorskich, aby wiarygodnie i dobrze zagrać osobę transseksualną. Z mojej strony mogę powiedzieć tylko tyle, że w tej kreacji oczarował i uwiódł mnie bardziej, niż w poprzednich produkcjach z jego udziałem, gdzie kobietą kolana miękły na jego widok. Tamte filmy wywołały najwyżej lekki uśmiech, za to w Nowej dziewczynie byłam nim zachwycona. Zarówno jedną, jak i drugą stroną osobowości Davida, w którego się wcielił. Do tego stopnia, że nadal mogłabym mówić o tym jednym filmie godzinami, a własnie o jego grze jeszcze więcej. Niestety – to trzeba zobaczyć, aby docenić i, być może, również się zakochać.

     Film polecany szczególnie tym, którym kino niszowe nie straszne, a i klimaty społeczności queer nie odpychają. Obraz mocny, z nutą zadumy, ale i w swojej powolnej chwilami akcji – piękny. Szczególnie przy scenie, w której Claire śpiewa piosenkę Une femme avec toi – skądinąd hymn środowisk LGBT – warto osunąć się niżej w fotelu, przymknąć oczy i zasłuchać. Zatrzymać się na chwilę. Zdaję sobie sprawę, że tego czasu jest niewiele. Żyjemy w społeczeństwie, które ciągle gdzieś pędzi i się śpieszy. Niemniej jednak warto przystanąć i nie oglądać nawet filmu w pośpiechu, szczególnie, że wtedy on po prostu traci na wartości. Nad tym konkretnym dziełem trzeba się pochylić, przedyskutować pewne aspekty i choć postarać się zrozumieć.
Zdaję sobie sprawę, że tolerancja i optymistyczne nastawienie do dzieł filmowych jest często sztuką trudną, a jeszcze trudniejszą, kiedy dopiero musimy wypracować ją w swoim zachowaniu. Niemniej jednak warto – dla tych perełek, do których bez wątpienia Nowa dziewczyna się zalicza. Aby otworzyć się na zupełnie inne doznanie i poznanie drugiego człowieka. Powiedzieć by można, że przez coś tak trywialnego, jak film, jednak to najszybsze medium, którym można dotrzeć do dużej grupy odbiorców. Oczywiście, jeśli oni sami są gotowi na przyjęcie nieznanego.

Hell-o!

Witam na kolejnym roku nauki w...
Kuźde, znów nie to uniwersum. Tak to jest, jak większość życia zajmuje fikcja, a rzeczywistość gdzieś tam woła cichutko z kącika. Naturalnie otulona w urocze kotki kurzu. Wiecie, że nawet jej w nich ładnie?
Ale do rzeczy - od dawna myślałam nad swoim miejscem w blogosferze. O czymś, gdzie będę mogła gadać i gadać i nikt nie popatrzy z politowaniem i niemym komentarzem Kobieto, co ty odwalasz?, czego doświadczam niestety zbyt często. Tym samym witam i zapraszam do wspólnej podróży przez mój, nie do końca poukładany, umysł.
(Dobra, kogo ja oszukuję, w nim jest jeden wielki burdel)

Do napisania!