Dzień 2: Przytulanie.
(Ga)Danie o kulturze, studiach, OTP i fandomach. Z niewielką szczyptą ironii i walki z hejterami oraz przyprawione pozytywnym myśleniem - zapiski wariatki na Kulturoznawstwie. Enjoy the show!
niedziela, 10 stycznia 2016
sobota, 9 stycznia 2016
30DayOTP - Trzymanie się za ręce.
Ruszam z małym wyzwaniem - 30 dni z moim ukochanym pairingiem. A na tapetę wzięłam Nędzników, tylko troszkę ich teleportowałam w czasie.
Enjoy!
Enjoy!
piątek, 1 stycznia 2016
2015/2016
Może i troszkę to podsumowanie spóźnione, ale wczoraj ani czasu nie było na to, ani chęci. Stwierdzam, że znajomym tablicy moimi podziękowaniami zaśmiecać nie będę, a i pewne osoby pewnych faktów przeczytać nie powinny.
2015 był... ciekawy. Zaczynając od tego, że rozpoczął się jeszcze większym zarywaniem nocek przez sprawdziany i przygotowania do matury (względnie popijawy ze znajomymi) i tym samym większym nieogarnięciem życiowym. Albo rybki, albo akwarium - na coś postawić trzeba było. Więc usiadłam nad tą maturą, wkuwaniem zadań matematycznych i poznawaniem czasów angielskich, które w normalnym życiu na nic mi się nie zdadzą. Jednak na maturze się zdały i to bardzo, bo w końcu z całkiem dobrym miejscem się na ten uniwersytet dostałam.
Wiem jednak, że na pewno nie udałoby mi się to w równym stopniu, gdyby nie mój cudowny korepetytor z angielskiego, który w dwa miesiące zdołał mi coś z tego rozszerzenia wpoić i to aż na 60 procent! ;)
Ogółem te kilka miesięcy było całkiem stresujących, z ciągle trzęsącymi się dłońmi, powiększającymi się stosami notatek, które wtedy porozrzucane po wszelkich kątach pokoju, teraz leżą ładnie posegregowane w teczkach i nasilającymi się atakami paniki. I wiem, że nie zdołałabym tego wszystkiego ogarnąć, gdyby nie pewne osoby w moim życiu. Ludzie, z których obok została tylko jedna osoba, jednak wierzę, że to nie było przypadkowe, że akurat na tym etapie mojego życia mi towarzyszyli i wspierali. I pomimo tego, że niektóre z tych sytuacji, wspominane teraz po zbyt dużej dawce alkoholu, niosą ból i lekkie zwątpienie, to nie żałuję. Po raz pierwszy mogę z czystym sercem powiedzieć, że nie żałuję. Że się starałam na tyle, na ile mogłam, a widocznie tak to się wszystko miała poukładać.
Kiedy stres maturalny minął, przyszły najdłuższe wakacje życia, które spędziłam w kinie. Cały czas - oglądając filmy, gadając z ludźmi, kłócąc się z "moim" operatorem i robiąc popcorn. Może nie zwiedziłam kawałka świata i siedziałam cały czas w jednym miejscu, jednak było warto, bo poznałam bliżej zupełnie inny świat. Ten, do którego tak często uciekałam i w którym zostawić chciałam wszelkie moje troski i aktualne kłopoty. Świat filmu i wszelkich jego odłamów. I to były najpiękniejsze wakacje życia, które dały mi wiele nowych znajomości, które utrzymuję dziś i jestem z nich mega zadowolona. Bo odnalazłam ludzi z pasją i wielką charyzmą. Którzy nie boją się mówić co myślą i nie przejmują się opinią innych ludzi, których mija się codziennie na ulicy. Są takim promyczkiem szczęścia w tym szarym życiu.
I wreszcie zaczęty w październiku okres studiów. Nowi ludzie, wiele nowych wyzwań i inspiracji i nabycie umiejętności przeżycia za 3 złote z groszami przez dwa tygodnie. (Tak, da się tego dokonać xD) Lubię poznawać nowych ludzi, a poznałam ich wielu przez te ostatnie miesiące i są to osoby, o których nawet nie śniłam. Szczere, optymistyczne, otwarte. I mające chęć działania, o którą teraz trudno.
Dlatego dziękuje im wszystkim i każdemu z osobna. Nie wymieniam nazwisk - myślę, że nie jest to konieczne, bo każdy zainteresowany słówko o sobie w tym wywodzie odnajdzie.
Jedyne "nazwisko", które wymienić pragnę, to... Silver. Który zaczarował mnie swoją prozą, wielbię go nad życie i został moim guru. I tak, robiłam ten krok w nowe życie w 2016 roku. A raczej - w stare życie z nowymi wyzwaniami i projektami!
I Wam też życzę samych dobrych ludzi, zero postanowień noworocznych, bo to pic na wodę jest i duuużo kreatywności i wyobraźni. Bo z tymi ostatnimi to to wszystko szare wokół nabiera wielu barw, które długo ciągną się za nami i wyciągają swoje macki w stronę innych ludzi.
Wszystkiego dobrego!
2015 był... ciekawy. Zaczynając od tego, że rozpoczął się jeszcze większym zarywaniem nocek przez sprawdziany i przygotowania do matury (względnie popijawy ze znajomymi) i tym samym większym nieogarnięciem życiowym. Albo rybki, albo akwarium - na coś postawić trzeba było. Więc usiadłam nad tą maturą, wkuwaniem zadań matematycznych i poznawaniem czasów angielskich, które w normalnym życiu na nic mi się nie zdadzą. Jednak na maturze się zdały i to bardzo, bo w końcu z całkiem dobrym miejscem się na ten uniwersytet dostałam.
Wiem jednak, że na pewno nie udałoby mi się to w równym stopniu, gdyby nie mój cudowny korepetytor z angielskiego, który w dwa miesiące zdołał mi coś z tego rozszerzenia wpoić i to aż na 60 procent! ;)
Ogółem te kilka miesięcy było całkiem stresujących, z ciągle trzęsącymi się dłońmi, powiększającymi się stosami notatek, które wtedy porozrzucane po wszelkich kątach pokoju, teraz leżą ładnie posegregowane w teczkach i nasilającymi się atakami paniki. I wiem, że nie zdołałabym tego wszystkiego ogarnąć, gdyby nie pewne osoby w moim życiu. Ludzie, z których obok została tylko jedna osoba, jednak wierzę, że to nie było przypadkowe, że akurat na tym etapie mojego życia mi towarzyszyli i wspierali. I pomimo tego, że niektóre z tych sytuacji, wspominane teraz po zbyt dużej dawce alkoholu, niosą ból i lekkie zwątpienie, to nie żałuję. Po raz pierwszy mogę z czystym sercem powiedzieć, że nie żałuję. Że się starałam na tyle, na ile mogłam, a widocznie tak to się wszystko miała poukładać.
Kiedy stres maturalny minął, przyszły najdłuższe wakacje życia, które spędziłam w kinie. Cały czas - oglądając filmy, gadając z ludźmi, kłócąc się z "moim" operatorem i robiąc popcorn. Może nie zwiedziłam kawałka świata i siedziałam cały czas w jednym miejscu, jednak było warto, bo poznałam bliżej zupełnie inny świat. Ten, do którego tak często uciekałam i w którym zostawić chciałam wszelkie moje troski i aktualne kłopoty. Świat filmu i wszelkich jego odłamów. I to były najpiękniejsze wakacje życia, które dały mi wiele nowych znajomości, które utrzymuję dziś i jestem z nich mega zadowolona. Bo odnalazłam ludzi z pasją i wielką charyzmą. Którzy nie boją się mówić co myślą i nie przejmują się opinią innych ludzi, których mija się codziennie na ulicy. Są takim promyczkiem szczęścia w tym szarym życiu.
I wreszcie zaczęty w październiku okres studiów. Nowi ludzie, wiele nowych wyzwań i inspiracji i nabycie umiejętności przeżycia za 3 złote z groszami przez dwa tygodnie. (Tak, da się tego dokonać xD) Lubię poznawać nowych ludzi, a poznałam ich wielu przez te ostatnie miesiące i są to osoby, o których nawet nie śniłam. Szczere, optymistyczne, otwarte. I mające chęć działania, o którą teraz trudno.
Dlatego dziękuje im wszystkim i każdemu z osobna. Nie wymieniam nazwisk - myślę, że nie jest to konieczne, bo każdy zainteresowany słówko o sobie w tym wywodzie odnajdzie.
Jedyne "nazwisko", które wymienić pragnę, to... Silver. Który zaczarował mnie swoją prozą, wielbię go nad życie i został moim guru. I tak, robiłam ten krok w nowe życie w 2016 roku. A raczej - w stare życie z nowymi wyzwaniami i projektami!
I Wam też życzę samych dobrych ludzi, zero postanowień noworocznych, bo to pic na wodę jest i duuużo kreatywności i wyobraźni. Bo z tymi ostatnimi to to wszystko szare wokół nabiera wielu barw, które długo ciągną się za nami i wyciągają swoje macki w stronę innych ludzi.
Wszystkiego dobrego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
