wtorek, 15 grudnia 2015

Thilbo

Jako, że za tydzień będe juz w moim kochanym domku po dwóch miesiącach, a i jarmark od dawna trwa to zacznijmy już w świątecznym klimacie :3 Tak na rozgrzewkę coś, czego mi po trzech latach chodzenia przed świętami do kina brakuje - Hobbit.
Enjoy miśki!
 Jak co wieczór zasiadałem samotnie do kolacji. W całym Shire słychać było wesołe głosy mieszkańców, mieszające się z odgłosem spadającego ze stołów srebra, materiałów innego pochodzenia i trzaskaniem wielkich wysokich ognisk. Taak, koniec roku był hucznie obchodzony odkąd pamiętam, jednak, jak na statecznego hobbita przystało, wolałem spędzić to święto samotnie, kontemplując plany na rok następny. Dobrze, kogo ja oszukuję. Tak naprawdę to wracałem myślami do pamiętnej wyprawy do Samotnej Góry. Jak wiele bym dał za towarzystwo moich krasnoludzkich kompanów u mego boku, w ten wyjątkowy wieczór. Nawet sam Thorin... nie, Bilbo nie myśl teraz o tym. To nie czas i pora. Już dawno powinienem wybić sobie z głowy myśli o tym krasnoludzie, doskonale to wiedziałem. Darzył mnie przyjaźnią, niczym więcej! A to, że ja niestety uroiłem sobie coś w mej głowie... 
Dobrze, tego stukanie sobie NIE uroiłem. Aż tak źle nie jest, tylko kto znów się dobija. Poderwałem się z krzesła i podreptałem do drzwi, mamrocząc pod nosem:
- Nie zabijam kolejnych stworów, o smokach mi nawet nie mówcie, a moja spiżarnia nie jest jakąś stołówką dla zgłodniałych krasno... - urwałem w połowie zdania, widząc kto stoi za drzwiami. No kogo, jak kogo...- ...ludów. 
Dokończyłem z trudem, mrugając zawzięcie oczami. Nie, to nie mógł być on. 
- Nigdzie nie zamierzam cię wyciągać, Bilbo. A szklanka dobrego miodu w zupełności wystarczy - głęboki głos Thorina z lekkim opóźnieniem dotarł do mojego mózgu, odbijając się echem w głowie. Skinąłem nią tylko i przepuściłem go w drzwiach, starając się dojść do siebie. Przecież...
- C-coś się znaj-znajdzie... ale Thorinie... - nadal nie mogłem uwierzyć, że tu stoi. Zacząłem się już przyzwyczajać do myśli, że nigdy więcej go nie zobaczę, a tutaj taka niespodzianka. 
- Ah tak, przepraszam za niespodziewaną wizytę, ale mówiłeś, że drzwi twojego domu zawsze będą otwarte i... chciałem cię zobaczyć - z dozą niepewności wpatrywał się w moje, nadal szeroko otwarte, oczy. Chwileczkę... Thorin i niepewność?! Smaug zmartwychwstał?! 
Potrząsnąłem głową, żeby pozbyć się głupich myśli. Bilbo Bagginsie weź się w garść! Żeby peszył cię wzrok jednego krasnoluda, który... Ekhem, stop. 
- Oczywiście, tak, tak, zaraz się coś dla ciebie znajdzie Thorinie. Po prostu nie myślałem, że w ten dzień nie będę sam...Miło, że wpadłeś. - Już z szerokim uśmiechem podprowadziłem lekko zdezorientowanego gościa do stołu i przynosząc miód ze spiżarni, sprzątnąłem niepotrzebne rzeczy ze stołu. 
~ * ~ 
kilka godzin(i beczek miodu) później...
~ * ~ 
- A wtedy... Ty i Azog... - plątał mi się język, czułem to wyraźnie. Zresztą Thorin nie był w lepszym stanie. Tylko... jeden wyjątek. On nie robił się strasznie sentymentalny po takiej ilości, no i jeszcze te ich krasnoludzkie łby do czegoś zobowiązują. Poczułem jak w oczach zbierają mi się łzy, ale ze wszystkich sił starałem się nie dopuścić do tego, żeby wypłynęły. Jednak Thorin musiał to zauważyć, oczywiście. Gwałtownie się do mnie przybliżył i, chwytając moją twarz w dłonie, wyszeptał:
- Bilbo to już było. Nie wracajmy do tego, nic nam to nie pomoże. Bilbo, ja... ciesze się, że cię poznałem.
Po tych słowach jego ciepły oddech owiał moje usta, a on... pocałował mnie?! Zadziwiająco delikatnie przejechał swoimi ustami po moich wargach, a ja odwzajemniłem to. Przecież czekałem już tyle czasu, powoli pozbywając się złudzeń, co do niego. Musiałem to wykorzystać. Smakował miodem i czymś, czego nie mogłem do końca zidentyfikować. Może wiatrem, który prześlizgiwał się wolno i pieszczotliwie po wzgórzach Hobbitonu, tak samo, jak on muskał moje wargi?
Objąłem go za szyję, przysuwając się bliżej. Zamruczał cicho, przygryzając moją wargę i z powrotem wrócił do pocałunku. To było dobre. Czułem się, jakby w mojej głowie wybuchły tysiące ogni sztucznych, a mogłem myśleć tylko o nim, o tym, że wreszcie go dostałem. Mam go obok, choć na chwilę i mogę się tym nacieszyć. 
Kiedy oderwaliśmy się od siebie, żeby zaczerpnąć oddechu oparł czoło o moje i z lekkim uśmiechem szepnął tak, że mimo niewielkiej odległości z ledwością rozróżniłem poszczególne słowa:
- Szczęśliwego nowego roku Bilbo... kocham cię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz